Tym razem niespokojny duch wędrowca zaprowadził mnie wraz z rodziną do dalekiej Tajlandii.
Tajlandia (Królestwo Tajlandii) (Taj: ประเทศไทย) to państwo w południowo-wschodniej Azji, graniczące z Laosem i Kambodżą na wschodzie, z Malezją na południu oraz z Birmą (Myanmarem) i Morzem Andamańskim na zachodzie. Tajlandia jest także nazywana Syjamem, gdyż była to jej oficjalna nazwa do 11 maja 1949. Międzynarodowe określenie "Thai" znaczy po tajsku wolny.
Przygotowania do wyprawy rozpoczęły się w styczniu tego roku. W pierwszej kolejności trzeba było znaleźć i zarezerwować w jak najlepszej cenie bilety lotnicze, co poniekąd się udało (Aerofłot 2 500 zł), można jednak przy odrobinie szczęścia taniej. Potem wizy no i plan, który musiał zawierać wszystkie atrakcje, miejsca, jakie chcieliśmy w Tajlandii zobaczyć.
Poniżej krótki opis miejsc, które udało nam się zobaczyć:
Warszawa-Moskwa-Bangkok-Ko Samui
Podróż zajęła nam wraz z oczekiwaniem na lotniskach ponad 18 godzin. Po dotarciu do naszego, wcześniej zarezerwowanego, hotelu na wyspie Ko Samui mieliśmy dość wszelkich wojaży. Nie wiem jak dzieciaki to zniosły.
Ko SamuiKo Samui to jedna z 80 wysp u wybrzeży Surat Tani, a zarazem największa powierzchniowo mająca 247km kwadratowych. Typowo tropikalna wyspa jest jednym z ulubionych miejsc wypoczynkowych w Tajlandii. Bezludne plaże, smukłe palmy kokosowe i przyjazna, spokojna ludność podbiły nasze serca. Obecnie sielankowe czasy już minęły bo wyspa coraz tłumniej jest odwiedzana przez turystów my jednak mieliśmy szczęście ponieważ po zakończeniu wysokiego sezonu, turystów było niewielu. Pewnie zamieszki z maja miały także na to wpływ.
Ko Tao
Ko Tao, czyli Żółwia Wyspa to jedno z najbardziej znanych miejsc do nurkowania z butlą w Azji Południowo-Wschodniej i jest drugim na świecie miejscem gdzie wydaje się najwięcej licencji nurkowych PADI (pierwszym jest Cairns w Australii). Niezapomniane widoki, kolorowe rybki, rafa koralowa. Nie zawsze jednak wyspa ta znana była tylko z plaż i nurkowania. W przeszłości na Ko Tao znajdowała się tajna baza piratów morskich, więzienie, a potem miejsce postoju dla łodzi rybackich. Niektórzy twierdzą, że nazwa wyspy pochodzi od kształtu, który przypomina żółwia, ale inni mówią, że raczej od tego, że kiedyś odwiedzało ją wiele żółwi morskich.
Park Narodowy Ang Thong
Ang Thong (Morski Park Narodowy) jest archipelagiem około 50 bezludnych wysepek tworzących Morski Park Narodowy. Wyspy w większość pokryte są bujną, tropikalną roślinnością, a zdobią je bardzo efektowne, oryginalne skalne formacje, pionowe ściany wyrastających prosto z wody, łuki skalne, jaskinie, jeziora, zatoki i ukryte laguny oraz przede wszystkim piękne, piaszczyste plaże. Na wyspach oraz pod wodą wokół nich kwitnie życie i dostarcza wielu okazji do cieszenia się dziką, nienaruszoną przyrodą. Ang Thong oferuje doskonałe warunki do nurkowania, snorkelingu, plażowania i wędrówek oraz do bardzo popularnych wypraw kajakowych. Niestety byliśmy tutaj tylko z jednodniową wycieczką. Super widoki. Khao Sok
Po tygodniowym pobycie na wyspach wróciliśmy na ląd stały i po zorganizowaniu transportu i dość dłużącej się podróży dojechaliśmy do parku Khao Sok, czyli najstarszej dżungli świata. Tak tak starszej od Amazonii. Żyją tu do dzisiejszego dnia tygrysy i lamparty. Mieszkaliśmy w uroczych domkach umiejscowionych na drzewie. Baaardzo ciekawe przeżycie, szczególnie w nocy, gdy próbuje się zasnąć w ogłuszających tonach żyjącego lasu. W okolicy zaliczyliśmy spływ po rzece sok (małpy, węże i jaszczury), oraz fajny trekking na słoniach azjatyckich.
Krabi/Ao Nanag Dżungli mieliśmy już dość, czas na zachodnie wybrzeże. Pogoda cały czas dopisuje, więc nastroje fantastyczne. Dotarliśmy po kilkugodzinnej podróży małym busikiem do miejscowości Ao Nang. To takie polskie Rowy. Trochę naszukaliśmy się odpowiedniego resortu tak by każdy był zadowolony, a cena przystępna. Generalnie sztuka ta nam się udała. Ao Nang był naszą bazą wypadową dla kilku fajnych wycieczek na wyspy morza Andamańskiego i inne miejscowe atrakcje.
Tutaj zobaczyliśmy: wyspy
PhiPhi (Niebiańska Plaża z Leonardo Dicaprio)
-
Ko Hong
-
plaża i zatoka Railay
Kanchanaburi Kanchanaburi jest średniej wielkości miastem, słynnym z Mostu na rzece Kwai, zbudowanym w 1942 roku przez amerykańskich i brytyjskich jeńców wojennych w japońskiej niewoli. Znajdują się tu także dwa muzea upamiętniające wydarzenia z tamtych czasów, pomnik oraz cmentarze wojenne. Bardzo klimatyczne miejsce, w które dotarliśmy po 12 godzinach podróży miejscowym pociągiem. Dość ciekawa przygoda.
Bangkok To miasto kontrastów. Z jednej strony luksus, zabytki, hotele, restauracje, pyszna kuchnia, wspaniali uśmiechnięci ludzie, a z drugiej strony ciężki do zniesienia smog, smród z kanałów ściekowych i kanałów rzecznych, bieda, korki. Podsumowując: miasto ma tyle do zaoferowania, że rok to za mało, by wszystkiego spróbować i wszystko zobaczyć. My zobaczyliśmy najważniejsze zabytki oraz kilka ciekawych miejsc poza samym Bangkokiem (pływający targ, dawna stolica Ajuthaja).
Podsumowanie:Po przeżyciu wspaniałej przygody Syjam opuszczamy z wielkim żalem, ale i nadzieją, że jeszcze kiedyś będzie nam dane wrócić w te strony. Kraj jest bardzo bezpieczny i przyjazny dla turystów, jeśli tylko dostosujemy się do panujących tu zwyczajów ( większość Tajów jest wyznania buddyjskiego).
Życie jest dużo tańsze niż w naszym kraju, utrzymanie domu czy mieszkania, koszty opłat za media są nieporównywalnie niższe. Na zakupy w sklepach spożywczych wyda się mniej gotówki niż w Polsce, choć produkty europejskiego pochodzenia są bardzo drogie. Żywność w restauracjach, szczególnie tajskich na ulicach jest na tyle dostępna cenowo, ze nie jest zbyt opłacalne samemu gotować w domu co zresztą jest regułą w Tajlandii. W wielu mieszkaniach nie ma nawet kuchni. Jedzenie na ulicy to wydatek 2-5 zł ( ryż w różnych postaciach i z różnymi dodatkami, ryby lub kurczak grillowany z dodatkami i miejscowymi przyprawami). W dobrej restauracji wydamy 70 zł na rodzinę. Wyprawę zaplanowałem w okresie tzw. monsunowym, czyli po sezonie i jak się okazało był to najlepszy okres, bo mało ludzi i taniej, a pogoda wspaniała z temperaturami dziennymi 28-36 stopni. Kurtki deszczowe z plecaka wyciągnęliśmy dopiero w Bangkoku, ale też nie na długo. W okresie monsunowym pada najczęściej popołudniami i to zwykle nie dłużej niż godzinę. Nie wyobrażam sobie zwiedzania Tajlandii w sezonie, gdy temperatury sięgają 40 stopni.
Zapraszam do galerii zdjęć: Autor: Adam Domagała
Uczestnicy wyprawy: Adam Domagała, Beata Domagała, Natalia Domagała, Janusz Wawrzyczny, Justyna Wawrzyczny, Marcin Wawrzyczny, Mateusz Wawrzyczny
|